środa, 14 grudnia 2016

Bez senność.

O czym śnisz, kiedy wiatr trzepocze bezlitośnie ogołoconymi gałęziami?
Ja zazwyczaj proszę o brak snów.
Jest to stan, którego doświadczam tak rzadko, że traktuję go niemalże jak nagrodę. Ciężko się ocknąć z takiego snu, po prawdzie to mógłby się nigdy nie kończyć...
Ale kiedy przypomni mi się jak czuję się po nocy pełnej koszmarów - od razu łatwiej wyskoczyć z łóżka.
(...)
I'm emotionally shattered.
Jest okres przedświąteczny, pracujemy więc po dziewięć, dziesięć godzin dziennie. Mimo całego uwielbienia do mojego książkowego raju, jestem zwyczajnie zmęczona.
I nie potrafię już rozwiązywać najprostszych problemów. Panikuję cicho w swojej głowie, nie zdejmując z ust uśmiechu codzienności.
Zamykam drzwi pokoju jak najszczelniej umiem, rozpuszczam splątane włosy i mocno zaciskam powieki. Widzę spokojne morze i wysokie skały. Cichy pisk mew zastępuje szum galerii handlowej. Oddech uspokaja się, a mięśnie rozluźniają.
Dopiero wtedy mogę dojść do łóżka. Obiecuję sobie, że kładę się tylko na kilka chwil, po czym zrywam się gwałtownie w środku nocy. Kiedy świerszcze nie brzmią już w zmarzniętej trawie.
Przecież wszystko jest w porządku. A jednocześnie nic nie jest na swoim miejscu. Ani ja sama, ani myśli, obijające się pomiędzy skroniami.
Rzęsy mam tak poplątane, że nie sposób otworzyć oczu, nie sposób wyrwać się ze snu. Dwie głodujące muchołówki o szarych tęczówkach. Nie pożerają nikogo, zasychając sobie na śmierć.
Tak wiele jest do zrobienia, a jednocześnie tak niewiele. Przetrwać.

niedziela, 4 grudnia 2016

Where is my mind?

Wejdź, grudniu, rozgość się w moich skromnych progach. I wybacz ten cały nieporządek, wiem, zagracone to moje małe miejsce. Kubki po herbacie ustawione w ostrożne wieżyczki, to na stole, to na szafce. Kubki, będące moim adwentowym kalendarzem, liczące dni do momentu, w którym rozwieszę pstrokate światełka i zapomnę się na trzy dni.
Po tak długiej nieobecności powinnam spieszyć z opowieściami co u mnie słychać. Chociaż tu właśnie szarpię z zakłopotaniem rękaw bluzki, gdyż nie wiem co Wam powiedzieć.
Całymi dniami przerzucam książki z kąta w kąt i jest to niezwykle przyjemne zajęcie. Księgarnia to było miejsce, którego brakowało mi w życiu.
Czuję się dobrze. Czasem nieodpowiedzialnie pomijam dawki leków, z ciekawości co się stanie. Co się dzieje? Oczywiście koszmary. W medycznych kartotekach dostałam dopisek depresja endogenna - objawy utrzymane pod kontrolą. To jest ogromny postęp, bo do tej pory na każdym zaświadczeniu widniało: leczenie farmakologiczne przynosi mierne rezultaty.

I'm good to go. 
Każdego dnia uczę się życia na nowo, łapię promienie słońca i płatki śniegu, jakbym nie widziała ich nigdy wcześniej.
Choć serce niestety nadal mam pęknięte. Nie dajcie sobie wmówić, że czas goi rany. Może i goi, ale pamiętajcie, że tkanka bliznowata dokucza najbardziej, po cichu. I sprawia, że wszystko już zawsze wygląda paskudnie.
Grudniu, weź mnie za ręce. Poczuj ich zimno, które nie ustaje. Spójrz w moje oczy, bezustannie zasypane piachem. Stań się ciepłym kocem. Chociaż dzisiaj. Chociaż jednej nocy.

wtorek, 20 września 2016

Od nowa.

Znalazłam nową pracę. Przyszła do mnie zupełnie znienacka.
Będę teraz pracowała w księgarni. Wśród zapachu świeżutkich, nowych kartek, z ekipą, która przyjęła mnie bardzo cieplutko. Wreszcie z ludźmi w moim wieku.
Teraz czeka mnie ostatni miesiąc w starym miejscu. Potem zaczynamy nową przygodę, która - miejmy nadzieję - zwróci mi moje życie. Zwróci mi oddech i wewnętrzny spokój.

Dzień temu wróciłam do brania leków - jednak mamy przełom: jestem o połowę dawki mniej. Kiedy nie miałam już tabletek przez ponad tydzień, zaczęłam brać mniej, by zaoszczędzić. I poczułam się lepiej. Spędziłam cały weekend poza domem, ponoć byłam radosna i pełna życia.
Zaproponowałam taką stałą zmianę idioto - lekarzowi, nie protestował, generalnie miał wyjebane.
Tak, szukam kogoś nowego, ale niestety to jak szukanie igły w stogu siana.
Tak, odnotowałam progres (co prawda jeszcze nie w kwestii artystycznej...).
Jestem bardzo zadowolona i pełna nadziei.
Staram się wykorzystać każdą chwilę. Niech się dzieje. Nareszcie, po takim zastoju, jestem głodna nowego.

środa, 14 września 2016

Puste ulice.

Puste ulice, puste pociągi, puste serca.
Najwięcej myśli pojawia się nocą, kiedy wszystko jest nieme. Mijające światła kradną kolor bujnym lokom, które plączą się w palce, zaciskane nerwami napiętymi do granic wytrzymałości.
Po raz trzeci na tym blogu powtórzę - mój psychiatra jest idiotą.
Jeszcze tydzień do wizyty, a ja od kilku dni nie mam już leków.
Jestem wielkim, chodzącym zawrotem głowy.

niedziela, 11 września 2016

Wyprana.

Pracująca niedziela to prawie już poniedziałek.
Gdyby przytoczyć tu moje ostatnie rozważania, to możnaby powiedzieć, że pracująca niedziela jest hartowaniem przed resztą tygodnia.

Idę do łóżka pełna myśli i tęsknot. Tygodnie i miesiące życia pomiędzy pracą a łóżkiem wyprały mnie z twórczości. Nie wiem nawet czy moja bateria w aparacie się nie wyczerpała. Tablet ładuję tylko dlatego, że noszę go do pracy. Jutro dopiero poniedziałek, a ja już czekam na wolny piątek. Marzy mi się wyjście na zdjęcia, marzy mi się podmuch inspiracji. Boję się, że znów przeleżę ten dzień w łóżku. Zamykam oczy.
Przecież będzie dobrze.

(Znów miewam dziwne sny. Nawet się nie wypowiem bo przerażają mnie do głębii.)

sobota, 10 września 2016

O 10 września.

11 września o 10 września.
Wszystkiego najlepszego dla mojej siostry z okazji urodzin. I dla mojej cioci. I dla kumpla mojej siostry. 10 wrzenia to dość popularny dzień tu u mnie.
Z samego rana dostałam oczywiście telefon z opieprzem z pracy. To nic, że to był mój jedyny wolny dzień. To nic, że z miejsca wyprowadziło mnie to z równowagi.
Przecież to takie fajne zjebać komuś całą sobotę o poranku. Gdybym była jeszcze bardziej zgorzkniała niż jestem to pewnie też bym tak robiła. Aczkolwiek mam wystarczająco dużo przyzwoitości by jednak zostawić ludzi w spokoju. W ich jedyny wolny dzień w tygodniu. Że się tak znacząco powtórzę.

Chciałabym by ktoś usiadł przy mnie i pogładził mnie po włosach. Proszę.

piątek, 9 września 2016

Bez pośpiechu.

Piątek.
Praca dłużyła się niemiłosiernie, jednak perspektywa całej wolnej soboty zdecydowanie poprawiła sprawę.
Zakurzone myśli mogą wreszcie wyjść i odpocząć na wolnym powietrzu po całym tygodniu. Był męczący i pełen nerwów.
Ostatnio jestem o wiele bardziej aktywna na twitterze. Jeśli Wy również - piszcie: oh_journals.

Zdarzyło mi się ostatnio zapomnieć nakarmić Makbeta. Tak, Makbet jest tylko rybką. Ale zapewniam, nigdy nie widzieliście tak wkurzonej rybki. I'm telling you.

Idę zasnąć, nie mieć żadnych snów. Obudzić się i nie musieć się spieszyć. Obudzić się i wyciągnąć zastane kości bez presji, bez oddechu obowiązku na karku.

poniedziałek, 5 września 2016

Życie pumpkin spiced.

4/09/16
Ostatnie kilka dni przeleżałam w łóżku. Zawsze potrafię zachorować w najbardziej nieodpowiednim momencie. Na przykład tuż przed ślubem przyjaciółki.
Czy coś.
Autumn is coming.
Nie mam już zielonych włosów. Z myślą o szukaniu nowej pracy wyzbyłam się letniego szaleństwa i przytonowałam całą siebie.
Pozazdrościłam tym, wracającym do szkoły i kupiłam kilka nowych notesów. Uzależnienie kwitnie, nie zważając na to, że nie było jeszcze wypłaty. Od paru miesięcy zarabiam tak żałośnie, że po opłaceniu rachunków bez pomocy rodziców nie jestem w stanie nic więcej kupić. To śmieszne.
5/09/16
Herbata z mikrofalówki.
Tak wygląda dalsze życie po pożarze kuchni. Co prawda wszystko jest już posprzątane, nowy sprzęt kupiony, jednak gazu nie ma nadal.
Ściskam w tym miejscu cudne dziewczyny z twittera, z którymi robimy sobie tea party w sieci. <3
Moja praca sprawia, że jestem coraz bardziej sfrustrowana.
Spróbuję poprawić sobie nastrój wyciąganiem z szafy jesiennych szalików i swetrów - to napawa mnie nadzieją na lepsze jutro. Pumpkin Spiced latte i litry pysznej herbaty. Jesieni, jesieni ukochana - przybądź do mnie z czymś nowym. Z czymś radosnym.
Ze spacerami i mnóstwem ciepłych uścisków. Z jesiennymi zdjęciami i mnóstwem liści.
Mam się stabilnie. To bardzo ważne.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Chłód.

Chłód omiata mi ramiona, gdy wsiadam i wysiadam z pociągu każdego dnia. Idzie wrzesień, a z nim moja ukochana jesień.
Wcześniej już o tym wspominałam, jednak wiem, że czyta mnie sporo nowych osób: Ja i jesień jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Melancholijne do granic absurdu obie kołyszemy się w kolorowych liściach, sprawiając, że jesteśmy niemal nie do wytrzymania wraz z burzowymi porankami, niezdecydowanymi czy płakać czy nucić grzmiące pieśni.
Powrót do leków stabilizujących uspokoił mnie. Na szczęście. Ustabilizowałam się. Nie ma przypadkowego płaczu. Ustabilizowałam się w codzienności zwykłych zadań, co jest tak niesamowitą ulgą, że uśmiecham się szeroko, pisząc to.

Niedługo premiera trzeciej części Dziennika Bridget Jones. Co z tego?
Mianowicie dawno, dawno temu, na początkowych stadiach moich dzienników, prowadzonych jeszcze na onecie, w zamierzchłych czasach licealnych moje wpisy formą przypominały dosyć wpisy Bridget, oczywiście mówię o książkowej wersji. Też liczyłam papierosy i nadmierne ilości ciastek, miałam bardziej beztroskie problemy, bo jedyne, co wtedy mnie interesowało to zdobycie mojego faceta i danie mu wystarczającej ilości powodów by został.
Gdy ostatnio byłam w kinie, widziałam trailer nowego filmu z tej serii i zauważyłam, że główna bohaterka, wymieniła swój pamiętny dzienniczek na iPad'a, dokładnie tak jak ja - niemalże każdy wpis powstaje na tablecie, jednak ja zainwestowałam w klawiaturę, podczas gdy nasza Bridget produkuje się na klawiaturce ekranowej, co - powiedzmy sobie szczerze - dałoby jeden wpis na wiele tygodni oraz wściekłą nerwicę. Ale nie będę podważać autorytetu mojej dziennikowej inspiracji - po prostu popatrzę jak zdobywa ją Patrick Dempsey.
Wiecie przecież, że gdyby taka Bridget faktycznie żyła we współczesnym świecie, jedyne co mogłaby robić to tworzyć nienawistne memy o swojej samotności. A ja i mnóstwo innych dziewcząt repostowałybyśmy je namiętnie.

Zaczęłam rozglądać się za nową pracą. To był dla mnie naprawdę spory krok, jednak mam aktualne CV i posyłam je do firm, które odpowiadają mi, a którym nie do końca odpowiadam ja, ze swoimi dwoma nieskończonymi kierunkami. Jednak jestem uparta, w końcu mnie zechcą. Mówię wam.
Miarka się przebrała i nie mam zamiaru tkwić w tym miejscu za grosze.
#MaryDorastaDoPoważnychDecyzji

Mój ekspres do kawy działa wedle własnego uznania, dlatego bezpieczniej było mi przerzucić się na świeże soki. Mam po nich od razu lepszy nastrój.
Szczerze? Czuję się wreszcie lepiej, a jeśli jeszcze wrócę do zdjęć to będę w pełni usatysfakcjonowana. Oby jak najdłużej.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Strony Świata.

Znam brak wytchnienia, kłujący o zmierzchu,
Niewyczerpane pokłady bólu i trosk nie są obce mojej cichej duszy.
Ciemność wody połyka mnie całą,
Dając dowody, że to nie dla mnie miejsce, nie dla mnie stulecie,
Nawet nie era cała.
Rozrzuconam w kawałkach po zielonym morzu
Traw wysokich, mchem obrosłam od północy
I zachodu.