sobota, 2 września 2017

Powroty.

Ledwie odgrzebałam ten dziennik spod kilogramów kurzu.
Ktoś tęsknił?
Nie widzieliśmy się kilka dobrych miesięcy, moje życie wywróciło się do góry nogami, mimo tego - oto jestem. The last man standing.
Nie mam pracy. Straciłam moją ukochaną księgarnię z dnia na dzień. Od trzech tygodni szukam czegoś nowego, nadal bezskutecznie.
Dwie wizyty u psychiatry w ciągu dwóch tygodni? That's cute.
Ponoć nabawiłam się PTSD. Stres pourazowy. Tak, eS, wiem teraz co czułeś. Z grubsza. Niebawem wracam na terapię, czuję jak leki siekają mi mózg i przestawiają każdą komórkę tak, bym wstawała z łóżka chociaż z iluzoryczną motywacją. Jestem dla siebie dobra. Rozwijam się kreatywnie, zaczęłam znów robić zdjęcia na filmie. Od ostatnich minęło dużo czasu, ale wdrażam się na nowo. Odebrałam dziś drugą kliszę, jestem z siebie bardzo dumna.
Zanim to wszystko spieprzyło się jak domek z kart, byłam na wakacjach w Hiszpanii. To był najlepszy tydzień mojego życia - beztroska, widoki, cytrynowe piwo i żadnych zobowiązań. Powinnam już (wow, niemal dwa miesiące po powrocie) wrzucać zdjęcia na ohjournals.pl - jeśli chcecie pooglądać.
Blog ma też swoją własną domenę, jak pewnie część z Was zauważyła. Ma mnie to zmotywować do lepszej opieki nad tym miejscem, bo muszę oduczyć się na nowo gromadzenia zbyt dużych ilości śmieci w głowie.
Mam koszmary. Nie tyle straszące mnie po nocach, co męczące swoim nieprzerwanym pojawianiem się pod powiekami. Ciągle ten sam tłum, ciągły zgiełk i kolorowe serpentyny. A ja nadal szukam kogoś. Kogoś, kto przez ten tłok nie może się przedrzeć.
(...)
W sumie to taki wpis bardziej powrotowy. Jeśli nadal tu jesteście - witam z powrotem. Jeśli jesteście tutaj nowi - mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej. Czas otworzyć skrzynkę mailową, może ktoś z Was zostawił coś tam dla mnie? Obiecuję odpisać. Przypomnę się: papierowacma@wp.pl
Oby jutro był dobry dzień.

piątek, 17 lutego 2017

Unoszenie.

Dochodzę do siebie.
Z dnia na dzień powoli się podnoszę. Mel napisała mi pięknie, że "we mnie po prostu jeszcze nie ma tego szczęścia" i uważam, że ma rację. Uważam, że ono tam gdzieś na mnie jeszcze czeka. I z tego miejsca dziękuję Jej za te słowa.
(...)
Kolejne Walentynki za nami. Dałam radę. Spędziłam cały dzień w pracy, więc nie zdążyłam się poczuć jakoś wyjątkowo samotna. Tylko w pociągach jest najgorzej. Tam zawsze jest najgorzej.
Ta mieszanina ludzi, par, samotnych, starych, młodszych, za oknem umykające kilometry i dziesiątki istnień. Kocham podróżować, oglądać wszystko to, co mijam. Mam wtedy najwięcej myśli, najwięcej pomysłów, najwięcej inspiracji. Mogłabym siedzieć w pociągu cały dzień i pisać. To chyba jedno z moich ulubionych miejsc.
Ale nie tamtego dnia.
Pójdę spać, ściskam Was ciepło.

PS: Po raz pierwszy od wielu lat rozładował mi się aparat. Niedobrze, Mary. Weź się w garść.




piątek, 3 lutego 2017

Chemiczne szczęście.

Tik tak. Tik tak. Tik tak.
Zegar od miesięcy nie rusza z godziny 4:03. Tyka, wypędzając cenne minuty z mojego życia, złudnie jednak stojąc w miejscu. Gdy na niego patrzę, czuję, że jestem zamknięta w pudełku. Bezpiecznym pudełku, które budowałam przez te lata.
Jak większość piszących, planowałam w pierwszym wpisie tego roku podsumować ten miniony.
Jednak, czy jest co podsumowywać?
Zmieniłam pracę. Wyszłam na prostą. Nie konam dłużej na uboczu jak ranne zwierzę. Teraz jestem już tylko pusta w środku. A to najbardziej pozytywny scenariusz, jaki mogłam otrzymać.
(...)
Cofnij to, co napisałam. To było kilka tygodni temu.
Za parę miesięcy zamkną moją księgarnię i stracę pracę, którą tak lubię.
To daje mi możliwość drastycznej zmiany, wyjazdu, o którym marzę, nowego życia pełnego fotografii nieznanych mi ulic.
Co mi stoi na przeszkodzie? Ja. Ja sama. Właśnie powoli wali się wszystko, co starałam się zbudować, bo zaczęłam tracić wiarę w swoje możliwości. Moje ukryte i długo tłumione lęki przejęły kontrolę nad moim rozumem.
Nie jestem pewna, czy potrafię teraz zrobić cokolwiek.
(...)
Czekam na wizytę u lekarza by dostać leki. Przez chorobę nie byłam na ostatniej wizycie.
Od ponad dwóch tygodni jestem bez moich leków.
Co czuję?
Oprócz nadchodzących fal smutku i tych nieznośnych zawrotów głowy, oczywiście.
Czuję rozczarowanie.
Dlatego, że wraz z chemią wypływającą z mojego organizmu, wypłynęło całe nabudowane, stabilne szczęście.
W dwa tygodnie wróciłam do bagna, które tworzyło się latami.
Jestem po prostu rozczarowana. Bo naprawdę myślałam, że... że mi się poprawiło?
Zamiast tego... Niszczę wszystko dobre co miałam w pięć minut.

To chyba oznacza kryzys.

środa, 14 grudnia 2016

Bez senność.

O czym śnisz, kiedy wiatr trzepocze bezlitośnie ogołoconymi gałęziami?
Ja zazwyczaj proszę o brak snów.
Jest to stan, którego doświadczam tak rzadko, że traktuję go niemalże jak nagrodę. Ciężko się ocknąć z takiego snu, po prawdzie to mógłby się nigdy nie kończyć...
Ale kiedy przypomni mi się jak czuję się po nocy pełnej koszmarów - od razu łatwiej wyskoczyć z łóżka.
(...)
I'm emotionally shattered.
Jest okres przedświąteczny, pracujemy więc po dziewięć, dziesięć godzin dziennie. Mimo całego uwielbienia do mojego książkowego raju, jestem zwyczajnie zmęczona.
I nie potrafię już rozwiązywać najprostszych problemów. Panikuję cicho w swojej głowie, nie zdejmując z ust uśmiechu codzienności.
Zamykam drzwi pokoju jak najszczelniej umiem, rozpuszczam splątane włosy i mocno zaciskam powieki. Widzę spokojne morze i wysokie skały. Cichy pisk mew zastępuje szum galerii handlowej. Oddech uspokaja się, a mięśnie rozluźniają.
Dopiero wtedy mogę dojść do łóżka. Obiecuję sobie, że kładę się tylko na kilka chwil, po czym zrywam się gwałtownie w środku nocy. Kiedy świerszcze nie brzmią już w zmarzniętej trawie.
Przecież wszystko jest w porządku. A jednocześnie nic nie jest na swoim miejscu. Ani ja sama, ani myśli, obijające się pomiędzy skroniami.
Rzęsy mam tak poplątane, że nie sposób otworzyć oczu, nie sposób wyrwać się ze snu. Dwie głodujące muchołówki o szarych tęczówkach. Nie pożerają nikogo, zasychając sobie na śmierć.
Tak wiele jest do zrobienia, a jednocześnie tak niewiele. Przetrwać.

niedziela, 4 grudnia 2016

Where is my mind?

Wejdź, grudniu, rozgość się w moich skromnych progach. I wybacz ten cały nieporządek, wiem, zagracone to moje małe miejsce. Kubki po herbacie ustawione w ostrożne wieżyczki, to na stole, to na szafce. Kubki, będące moim adwentowym kalendarzem, liczące dni do momentu, w którym rozwieszę pstrokate światełka i zapomnę się na trzy dni.
Po tak długiej nieobecności powinnam spieszyć z opowieściami co u mnie słychać. Chociaż tu właśnie szarpię z zakłopotaniem rękaw bluzki, gdyż nie wiem co Wam powiedzieć.
Całymi dniami przerzucam książki z kąta w kąt i jest to niezwykle przyjemne zajęcie. Księgarnia to było miejsce, którego brakowało mi w życiu.
Czuję się dobrze. Czasem nieodpowiedzialnie pomijam dawki leków, z ciekawości co się stanie. Co się dzieje? Oczywiście koszmary. W medycznych kartotekach dostałam dopisek depresja endogenna - objawy utrzymane pod kontrolą. To jest ogromny postęp, bo do tej pory na każdym zaświadczeniu widniało: leczenie farmakologiczne przynosi mierne rezultaty.

I'm good to go. 
Każdego dnia uczę się życia na nowo, łapię promienie słońca i płatki śniegu, jakbym nie widziała ich nigdy wcześniej.
Choć serce niestety nadal mam pęknięte. Nie dajcie sobie wmówić, że czas goi rany. Może i goi, ale pamiętajcie, że tkanka bliznowata dokucza najbardziej, po cichu. I sprawia, że wszystko już zawsze wygląda paskudnie.
Grudniu, weź mnie za ręce. Poczuj ich zimno, które nie ustaje. Spójrz w moje oczy, bezustannie zasypane piachem. Stań się ciepłym kocem. Chociaż dzisiaj. Chociaż jednej nocy.

wtorek, 20 września 2016

Od nowa.

Znalazłam nową pracę. Przyszła do mnie zupełnie znienacka.
Będę teraz pracowała w księgarni. Wśród zapachu świeżutkich, nowych kartek, z ekipą, która przyjęła mnie bardzo cieplutko. Wreszcie z ludźmi w moim wieku.
Teraz czeka mnie ostatni miesiąc w starym miejscu. Potem zaczynamy nową przygodę, która - miejmy nadzieję - zwróci mi moje życie. Zwróci mi oddech i wewnętrzny spokój.

Dzień temu wróciłam do brania leków - jednak mamy przełom: jestem o połowę dawki mniej. Kiedy nie miałam już tabletek przez ponad tydzień, zaczęłam brać mniej, by zaoszczędzić. I poczułam się lepiej. Spędziłam cały weekend poza domem, ponoć byłam radosna i pełna życia.
Zaproponowałam taką stałą zmianę idioto - lekarzowi, nie protestował, generalnie miał wyjebane.
Tak, szukam kogoś nowego, ale niestety to jak szukanie igły w stogu siana.
Tak, odnotowałam progres (co prawda jeszcze nie w kwestii artystycznej...).
Jestem bardzo zadowolona i pełna nadziei.
Staram się wykorzystać każdą chwilę. Niech się dzieje. Nareszcie, po takim zastoju, jestem głodna nowego.

środa, 14 września 2016

Puste ulice.

Puste ulice, puste pociągi, puste serca.
Najwięcej myśli pojawia się nocą, kiedy wszystko jest nieme. Mijające światła kradną kolor bujnym lokom, które plączą się w palce, zaciskane nerwami napiętymi do granic wytrzymałości.
Po raz trzeci na tym blogu powtórzę - mój psychiatra jest idiotą.
Jeszcze tydzień do wizyty, a ja od kilku dni nie mam już leków.
Jestem wielkim, chodzącym zawrotem głowy.

niedziela, 11 września 2016

Wyprana.

Pracująca niedziela to prawie już poniedziałek.
Gdyby przytoczyć tu moje ostatnie rozważania, to możnaby powiedzieć, że pracująca niedziela jest hartowaniem przed resztą tygodnia.

Idę do łóżka pełna myśli i tęsknot. Tygodnie i miesiące życia pomiędzy pracą a łóżkiem wyprały mnie z twórczości. Nie wiem nawet czy moja bateria w aparacie się nie wyczerpała. Tablet ładuję tylko dlatego, że noszę go do pracy. Jutro dopiero poniedziałek, a ja już czekam na wolny piątek. Marzy mi się wyjście na zdjęcia, marzy mi się podmuch inspiracji. Boję się, że znów przeleżę ten dzień w łóżku. Zamykam oczy.
Przecież będzie dobrze.

(Znów miewam dziwne sny. Nawet się nie wypowiem bo przerażają mnie do głębii.)

sobota, 10 września 2016

O 10 września.

11 września o 10 września.
Wszystkiego najlepszego dla mojej siostry z okazji urodzin. I dla mojej cioci. I dla kumpla mojej siostry. 10 wrzenia to dość popularny dzień tu u mnie.
Z samego rana dostałam oczywiście telefon z opieprzem z pracy. To nic, że to był mój jedyny wolny dzień. To nic, że z miejsca wyprowadziło mnie to z równowagi.
Przecież to takie fajne zjebać komuś całą sobotę o poranku. Gdybym była jeszcze bardziej zgorzkniała niż jestem to pewnie też bym tak robiła. Aczkolwiek mam wystarczająco dużo przyzwoitości by jednak zostawić ludzi w spokoju. W ich jedyny wolny dzień w tygodniu. Że się tak znacząco powtórzę.

Chciałabym by ktoś usiadł przy mnie i pogładził mnie po włosach. Proszę.

piątek, 9 września 2016

Bez pośpiechu.

Piątek.
Praca dłużyła się niemiłosiernie, jednak perspektywa całej wolnej soboty zdecydowanie poprawiła sprawę.
Zakurzone myśli mogą wreszcie wyjść i odpocząć na wolnym powietrzu po całym tygodniu. Był męczący i pełen nerwów.
Ostatnio jestem o wiele bardziej aktywna na twitterze. Jeśli Wy również - piszcie: oh_journals.

Zdarzyło mi się ostatnio zapomnieć nakarmić Makbeta. Tak, Makbet jest tylko rybką. Ale zapewniam, nigdy nie widzieliście tak wkurzonej rybki. I'm telling you.

Idę zasnąć, nie mieć żadnych snów. Obudzić się i nie musieć się spieszyć. Obudzić się i wyciągnąć zastane kości bez presji, bez oddechu obowiązku na karku.

poniedziałek, 5 września 2016

Życie pumpkin spiced.

4/09/16
Ostatnie kilka dni przeleżałam w łóżku. Zawsze potrafię zachorować w najbardziej nieodpowiednim momencie. Na przykład tuż przed ślubem przyjaciółki.
Czy coś.
Autumn is coming.
Nie mam już zielonych włosów. Z myślą o szukaniu nowej pracy wyzbyłam się letniego szaleństwa i przytonowałam całą siebie.
Pozazdrościłam tym, wracającym do szkoły i kupiłam kilka nowych notesów. Uzależnienie kwitnie, nie zważając na to, że nie było jeszcze wypłaty. Od paru miesięcy zarabiam tak żałośnie, że po opłaceniu rachunków bez pomocy rodziców nie jestem w stanie nic więcej kupić. To śmieszne.
5/09/16
Herbata z mikrofalówki.
Tak wygląda dalsze życie po pożarze kuchni. Co prawda wszystko jest już posprzątane, nowy sprzęt kupiony, jednak gazu nie ma nadal.
Ściskam w tym miejscu cudne dziewczyny z twittera, z którymi robimy sobie tea party w sieci. <3
Moja praca sprawia, że jestem coraz bardziej sfrustrowana.
Spróbuję poprawić sobie nastrój wyciąganiem z szafy jesiennych szalików i swetrów - to napawa mnie nadzieją na lepsze jutro. Pumpkin Spiced latte i litry pysznej herbaty. Jesieni, jesieni ukochana - przybądź do mnie z czymś nowym. Z czymś radosnym.
Ze spacerami i mnóstwem ciepłych uścisków. Z jesiennymi zdjęciami i mnóstwem liści.
Mam się stabilnie. To bardzo ważne.

OKINAWA © 2017 | Template by Blogs & Lattes